V LIGA BIELSKA
AKTUALNOŚCI
TERMINARZ
TABELA
ZESPOŁY
RELACJE
STRZELCY
 KLUB
O KLUBIE
STADION
SKŁAD
MŁODZIEŻ
HISTORIA
TRANSFERY
SPARINGI
ROK PO ROKU
OSIĄGNIĘCIA
 KIBICE
PAMIĄTKI
WSPOMNIENIA
TATTOO
INFO
KSIĘGA GOŚCI
REPORTAŻE
FORUM
ZDJĘCIA
OPISY
MSK ŻYLINA
GRAFFITI
 INNE
LINKI
KONTAKT
ARCHIWUM
SPONSOR

OLYMPIQUE DE MARSEILLE - MSK ZILINA 19.10.10r.

T.
A więc Marsylia... niektórzy uważali, że będzie to wyjazd, którego się nie zapomni, zawsze chcieliśmy właśnie tam być z flagą Górala.
Przed typowaniem drużyn z którymi miała grac Żilina, stawialiśmy na Olympique, jedno z naszych marzeń się spełniło.
Wyruszamy w niedzielę przed północą, busem w 8 osób - towarzystwo wymieszane: starzy i młodzi. Rano budzi nas Austria i piękne Alpy.
Dzień mija nam, przejeżdżając przez Włochy. W busie śmiechu było sporo, przystanków też. Prym wiódł "Dzidziuś", który był gwiazdą tego wyjazdu. Jego przechwałkom nie było końca.
Po 24 godzinach docieramy do portowego miasta Marsylii, która wita nas pustkami na zaśmieconych ulicach. Ogarniamy bardzo kiepski motel w centrum. Rano wyruszamy na zwiedzanie Marsylii, gdzie odbywało sie wiele strajków, wywołanych podniesieniem wieku emerytalnego. Marsylia to miasto "kolorowych", trudno tam spotkać "białego".
Następnie metrem jedziemy na stadion Olmpique, gdzie odwiedzamy fajny sklep klubowy i sklepik kibiców. Spotykamy kibiców Żiliny oraz degustujemy słynne kasztany.
Wracamy do centrum i rozdzielamy się na dwie grupy "wiekowe", jak się później okazało młodzi poszli na sesję zdjęciową. W godzinach wieczornych busem jedziemy na stadion Olympique i wchodzimy na nasz sektor. Żiliny było ok. 150 - 200 osób. Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu kibice Olimpique zaprezentowali się bardzo kiepsko. Żilina pechowo przegrała 1:0.
Po meczu dość szybko opuszczamy Marsylię. Rano budzimy się już pod Alpami i po 22 godzinach jesteśmy juz w domu.
Podsumowując, wyjazd był fajny, choć spodziewaliśmy się czegoś lepszego. Zawiedli kibice Olimpique, choć można to wytłumaczyć na wiele sposobów.
Na zakończenie chciałbym gorąco podziękować naszym kierowcom, a zwłaszcza jednemu, który wziął na siebie cały ciężar tej męczącej podróży i dowiózł nas bezpiecznie z powrotem do domu.

Cypisek
Francja… Marsylia. Właśnie to miasto było dla nas celem tego wyjazdu, a dokładniej Olympique de Marseille. Był czas na Holandie, Serbie, Chorwacje, Czechy, Hiszpanię, teraz przyszedł czas na Francję. Dla jednych miał być to wyjazd życia, o którym marzyli od bardzo dawna, dla innych kolejne miejsce z fanatycznymi kibolami, które trzeba odwiedzić. Miało być po prostu w chuj fanatyzmu w całym mieście, niestety było całkiem inaczej. Ale wszystko po kolei… Był to z pewnością wyjazd bardzo różniący się od wcześniejszych.
Naszą eskapadę rozpoczynamy niedzielnym wieczorem. Co ciekawe wiek towarzystwa, które wybrało się na ten wyjazd był bardzo mieszany, zacząć można od dzidziusia, a kończąc na dinozaurach:-). Kto wiódł prym gwiazdy wyjazdu wiedzą tylko zainteresowane osoby. Noc mija szybko, a budzimy się w bardzo odpowiednim momencie, podziwiając zajebistą, górską scenerię. Przed nami jeszcze sporo drogi, do przejechanie Włochy i Francja, a do celu dojechaliśmy po 24 godzinach. Czym przywitała nas Francja, na pewno nie tym czym powinna:-). Do Marsylii dojechaliśmy około północy, na mieście nie było nikogo, zero ludzi. Było za to sporo śmieci, które były wszędzie, do tego spora ilość szwędających się szczurów. Przyszedł czas na ogarniecie jakiegoś noclegu, a że większość hosteli nie miała wolnych miejsc, trafiliśmy do obskurnej meliny:-). Pod nami znajdowała się knajpa i oficjalny sklepik Club Central Des Supporters. Krótka drzemka i przyszedł czas na zwiedzanie miasta. Na pierwszy ogień kierujemy się w stronę portu. W tym czasie w całej Marsylii trwają uliczne manifestacje. Po drodze mijamy ćpunów i inne kolorowe wynalazki, których jest bardzo dużo, ciężko było znaleźć rodowitego Francuza. W porcie trochę fotek i ruszamy dalej, wbijamy się do metra i jedziemy na Stade Velodrome. Można śmiało powiedzieć, że dotarliśmy do raju, wokół stadionu kilkanaście sklepików z klubowymi gadżetami, my wybieramy sklepik ekipy Virage Sud i Commando Ultra ’84, który nas bardzo miło zaskoczył, odwiedzamy również oficjalny sklep Olympique. Do meczu zostaje coraz mniej czasu, udajemy się w miejsce naszego zakwaterowania, jemy obiadek i łazimy jeszcze trochę po centrum. Przyszedł w końcu czas na mecz. Śmigamy pod stadion, tam francuska policja przejmuje Ziline i prowadzi do sektora gości. Jesteśmy na stadionie, wywieszamy flagę i czekamy na rozpoczęcie spotkania, trybuny powoli się zapełniają, widzimy coraz więcej rozwieszonych flag. Piłkarze wychodzą na murawę, sędzia rozpoczyna spotkanie i jakoś cicho na stadionie. Nie było pierdolnięcia, było tylko przekrzykiwanie się 4 różnych grup. Każda z nich miała swoje miejsce na trybunach za bramkami i swój repertuar. Widać to było szczególnie przy różnego rodzaju „angielkach” czy też dopingowaniu bez koszulek. Taki to już klimat tamtejszych trybun, zawsze coś ciekawego i nowego do zobaczenia. W oczy rzucały się flagi z podobiznami Che Fujary oraz Boba Marleya. Tego dnia również nie zobaczyliśmy żadnej choreografii. W naszych oczach kibice Olympique zaprezentowali się bardzo słabo, ale można to tłumaczyć na wiele możliwych sposobów, z pewnością nie był to dla nich jakiś atrakcyjny rywal, żeby się specjalnie przed nim pokazywać. Po meczu jesteśmy trzymani na stadionie, do rozejścia się wszystkich kibiców z pobliskich uliczek.
Takim o to sposobem kończy się nasza przygoda na Stade Velodrome, przychodzi czas na powrót do domu. Droga powrotna zapowiadała się bardzo ciekawie, bowiem każdy z nas miał co innego do powiedzenia, każdy widział fanatyków Olympique inaczej. Można powiedzieć, że kilku z nas byli troszkę zniesmaczeni. Ja osobiście odebrałem ten wyjazd jak możliwość zobaczenia czegoś nowego, dotąd nieznanego, a był tym specyficzny klimat na Stade Velodrome. Każdy stadion ma swoją specyfikę i innych fanatyków, którzy na nim się zbierają, dlatego myślę, że z każdego wyjazdu wyciągamy coś innego. Na koniec kronikarski obowiązek: Ziliny ok. 200 osób, a wspierała ich grupa 8 Górali.
Pozdrawiam wszystkich uczestników tego wyjazdu, myślę każdy zapamięta ten wyjazd na długo, a to za sprawą… obecni sami wiedzą…

®All Rights Reserved For Beer Boys Official F.C. Góral Żywiec Hoolligans